NowaNadzieja.com.pl

Fundacja Na Rzecz Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym

 

Kiedy ma wolne, jeździ z rodzinnego Kutna do łódzkiej Manufaktury na zakupy. Lubi ubrania elegenckie, proste. Rodzice nie kupują jej już kubraczków na guziki, których nigdy nie chciała nosić... Uwielbia kolczyki i zawsze znajdzie jakieś niezwykłe. Uważa, że w filmie "1920. Bitwa Warszawska" dialogi nie pasują do epoki. A "Dziennik Bridget Jones" jest nudny. Taka właśnie jest Kasia, która pokonała autyzm.

Z okna kawiarni przy Królewskiej widać deptak w centrum Kutna. Kasia i jej przyjaciółka Dominika lubią tu przychodzić. - Wieczorami w sobotę, na ulicach jest tłum i wtedy wolę posiedzieć w domu, nie lubię sztafety panienek i dresów - mówi Kasia. Ma 19 lat. Jedyny ekstrawagancki element jej stroju to kolczyki z portretem Erykah Badu. - Słucham reggae, soulu, czarnej muzyki. Mam znajomych, którzy też to lubią i często rozmawiamy na Facebooku...
- Czasem słyszę: "To ty się z tą Kasią kolegujesz? - mówi Dominika, ładna brunetka. - A ja na to: "a czemu nie?. I myślę sobie, gdybyście wszyscy byli tacy jak Kasia, łatwiej byłoby się się nam dogadać. Bo ci zwyczajni są zamknięci, nie robią postępów, co myśleli w podstawówce, myślą i teraz, przed maturą. Mówią: "Kasia jest inna.." ale Kasia wciąż się rozwija.

Rodzicielstwo bez przytulania.
Nie było przytulania, patrzenia w oczy, gaworzenia, usmiechów. Iwona miała poczucie, że Kasi byłoby wszytsko jedno, czy zajmowałaby się nią ona i jej mąż, czy ktokolwiek inny. Dziewczynka nie zwracała na nikogo uwagi, bawiła się sama, ustawiając w rzędy maskotki i flakoniki po perfumach. Wciąż biegała. Nie odróżniała chodnika od ulicy i trzeba ją było łapać, bo za rękę chodzić nie chciała. Albo chowała się za szafki i siedziała godzinami. Zamykała sie z matką w łazience, a kiedy ta próbowała wyjść, strzasznie krzyczała. Więc mama zostawała. Kasia była ładnym dzieckiem i mogło się wydawać, że jest po prostu niegrzeczna. Jak gdzieś ludzie się nagle ożywiali się, to znaczyło, że coś zrobiła: zabawkę ze sklepu wyniosła, zrzuciła wszystko z półek. No i te nieprzyjemne komentarze innych matek na placu zabaw: "Po co pani za nią biega?. Wróci. Moja jest mniejsza i wraca, a ja spokojnie siedzę." Ale Kasia by nie wróciła. To było przykre, dopóki się z tym nie pogodzili i nie przestali zwracać uwagi. Przecież nawet babacia Kasi, lekarka, miała żal, że wnuczka nie wita się z nią, nie chce buziaka.
- Wiele rzeczy trzeba było zrobić z Kasią na siłę. Nawet wyjście na spacer to była walka. Wiedzieliśmy, że jedyna metoda to konsekwencja. Ale wydawało się nam, że jej upór jest ogromny i tak tylko go wzmacniamy. Kiedy pierwszy raz zrobiła to, co chcieliśmy: założyła czapkę, to choć potem znowu się zapadła, wiedzieliśmy, że jest nadzieja - mówi Andrzej, ojciec Kasi.

Czytaj więcej...

Już ponad setkę podopiecznych ma kaliska Fundacja Na Rzecz Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym "Nowa Nadzieja". Większość to dzieci autystyczne, którym pomaga światowej sławy lekarz John Green.

Pierwsze dni grudnia to tradycyjnie Europejski Tydzień Autyzmu. Jednak dla kaliskiej Fundacji, a przede wszytskim dla dla rodziców, którzy leczą tu swoje dzieci, dni autyzmu trawają przez cały rok.
Przypomnijmy, że autyzm jest zaburzeniem rozwojowym, które polega m.in. na problemach z komunikacją w grupie i wykonywania wspólnych czynności. Zaburzenia utrudniają im porozumiewanie się z innymi i izolują do świata zewnętrznego. Według najnowszych statystyk choroba ta dotyka jedno na 90 dzieci, cztery razy częściej chłopców niż dziewczynki. To trzecie najczęściej spotykane upośledzenie rozwojowe, częstsze niż zespół Downa a nadal najmniej znane i rozumiane, zarówno przez społeczeństwo, jak i lekarzy.
Kalisz nieprzypadkowo stał się siedzibą Fundacji, z której pomocy korzystają dzieci i ich rodzice z całej Polski. Przed kilkoma laty okazało się, że autyzmem dotknięty został Marcin Tomankiewicz. Jego rodzice nie poprzestali na szukaniu pomocy i informacji w Polsce, bo szybko okazało się, że jest niewystarczająca, ale sięgnęli znacznie dalej - dotarli do dr. Johna Greena z renomowanej kliniki w amerykańskim Portland, który od lat zamuje się chorymi na autyzm. Kolejne wizyty w Portland a przede wszytskim podjęte leczenie, w którym niebagatelną rolę odegrali sami rodzice, doprowadziło do tego, że obecnie chłopiec jest uczniem III klasy Szkoły Podstawowej nr 23 w Kaliszu i to uczniem idącym normalnym programem. Wielu rodziców chorych dzieci uważa, że to cud, ale ojciec Marcinka Piotr Tomankiewicz podkreśla, że to efekt leczenia, polegającego na przyjmowaniu odpowiednich medykamentów, diecie i przede wszytskim pracy z dzieckiem z żelazną konsekwencją.

Czytaj więcej...

To już mój trzeci wyjazd do Seattle i Portland w ciągu ostatnich dwóch lat. Wyjeżdżam tutaj, by leczyć medycznie autyzm, chorobę mojego 8-letniego synka Marcinka.  

Jesteśmy już po dwóch wizytach w klinice zlokalizowanej na przedmieściach Portland. Portland to największe miasto w stanie Oregon, natomiast stolicą stanu jest „miasteczko czarownic” Salem. Portland, zwane również „Miastem Róż”, jest tak malownicze jak Seattle. W mieście jest ponad 240 publicznych parków oraz niezliczona ilość mostów i przepraw – stąd Portland jest nazywane często również „Miastem Mostów”. Chlubą miasta jest klub koszykarski występujący w lidze NBA Portland Trail Blazers. Ponieważ wizyta w klinice poszła bardzo sprawnie, wybieramy się obejrzeć największą naszym zdaniem wizytówkę Portland na świecie, czyli główny kampus firmy NIKE. Firma z Portland jest jednym z największych na świecie producentów obuwia, odzieży i akcesoriów sportowych. W drodze powrotnej do Seattle odwiedzamy główną atrakcję stanu Washington, czyli Wulkan Św. Heleny. Wulkan rozsławiła spektakularna erupcja w 1980 r., kiedy to góra straciła 400 metrów ze swojej wysokości. Słup popiołu miał wysokość 18 kilometrów a wybuch zniszczył 900 kilometrów kwadratowych lasu. Choć od wybuchu minęło w tym roku 30 lat, to ogrom zniszczeń jest nadal widoczny.

Czytaj więcej...

To już mój trzeci wyjazd do Seattle i Portland w ciągu ostatnich dwóch lat. Wyjeżdżam tutaj, by leczyć medycznie autyzm, chorobę mojego 8-letniego synka Marcinka. Minął tydzień naszego pobytu. Jesteśmy już po pierwszej wizycie w klinice w Portland i udało nam się zrobić większość niezbędnych badań.  

Powoli przystosowujemy się do amerykańskich realiów i przypominamy sobie panujące tu zasady. Trzeba uważać przy kasie, bo wszystkie ceny podawane są w kwotach netto a VAT to podatek stanowy. W Washingtonie wynosi on 9%, ale w położonym obok stanie Oregon stawka jest zerowa. Gdybyśmy jednak chcieli kupić samochód w Oregonie mając meldunek w Seattle, musielibyśmy dopłacić podatek VAT. Kodeks drogowy jest bardzo surowy a zasady poruszania się po drogach nieco inne niż w Polsce. Światła są zawsze za skrzyżowaniem, tak jak jeszcze do niedawna bywało w Polsce. Nie ma zielonych strzałek w prawo a skręt jest dozwolony zawsze wtedy, gdy jest pusta droga lub nie zabraniają tego napisy.

Czytaj więcej...

To już mój trzeci, miesięczny wyjazd do Seattle i Portland w USA w ciągu ostatnich dwóch lat. Wyjeżdżam tutaj, by leczyć medycznie autyzm, chorobę mojego 8-letniego synka Marcinka. Dzięki mojemu uporowi Marcinek jest pierwszym dzieckiem z Polski, który tutaj trafił.

Lot z Warszawy do Chicago trwa prawie 10 godzin. Lotnisko O’Hare w Chicago, drugie co do wielkości lotnisko na świecie, to dla mnie i dla Marcinka tylko przystanek i niezliczona ilość kontroli i odpraw. Tym razem mamy pecha. Kontrola osobista już po amerykańskiej stronie. Wszyscy do tej pory bardzo mili i uprzejmi, nagle zaczynają biegać i krzyczeć. Zabierają Marcinka na bok i karzą mi stanąć przy ścianie w rozkroku z rękami na bok. Okazuje się, że przyczyną zamieszania są jednorazowe chusteczki odświeżające z LOT-u, które miałem w kieszeni. Do Seattle zostało nam jeszcze 5 godzin oczekiwania na lotnisku i 4,5 godziny lotu. Na miejsce docieramy po 31 godzinach podróży. Do Kalisza mamy teraz 9 godzin przesunięcia czasowego.

Czytaj więcej...

2 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Autyzmu, ustanowiony przez ONZ w 2008 r. Autyzm stał się tym samym jedną z niewielu chorób oficjalnie zaliczanych przez ONZ do najgroźniejszych - obok AIDS, cukrzycy i raka. Musimy zdać sobie sprawę, iż statystycznie na schorzenie ze spektrum autyzmu zachoruje jedno ze 150 urodzonych dzieci i co ciekawe prawie 90% z nich to chłopcy. To liczba szokująca, mogąca świadczyć o epidemii tej choroby. Tak, jak w większości miast w Polsce, w Kaliszu jesteśmy praktycznie nieprzygotowani, aby w sposób szybki wykryć i profesjonalnie pomóc choremu dziecku.

O autyzmie mówi i pisze się ostatnio dość dużo, ale tak naprawdę wiedza o tej chorobie jest minimalna. Autyzm jest tak skomplikowanym schorzeniem, że do teraz nie zbadano jego przyczyn, co nie pozwala na opracowanie skutecznego leku. Młodzi rodzice najczęściej nie zdają sobie sprawy z choroby swojego dziecka. Ale przecież małe dziecko jest bardzo często oglądane przez specjalistów, pediatrów, kontroluje się stawy, bada słuch. Nikt nie zauważa jakichkolwiek odstępstw od normy. Czy autyzm faktycznie tak trudno wykryć? Przeciwnie, symptomy autyzmu są wręcz namacalne, widoczne gołym okiem. Zdrowe dziecko podczas zabawy w a kuku! rozpromienia się, gdy patrzy na osobę, która się z nią bawi. W przypadku dziecka autystycznego najczęściej trzeba włożyć wiele wysiłku, by wywołać jakąkolwiek reakcję. Autystyk często nie reaguje nawet na swoje imię wypowiadane przez mamę i prawie zawsze trzeba to robić kilkukrotnie. Dzieci autystyczne nie patrzą w oczy, które są głównym obiektem zainteresowania zdrowych dzieci. Gdy chcą nam coś pokazać, nie robią tego paluszkiem jak zdrowe dzieci a całą rączką. Są niesamowicie odporne na ból, często zatykają uszy. To tylko niektóre z wielu symptomów autyzmu. Objawy choroby widać wyraźniej, gdy dziecko ukończy rok. Dziecko bardzo często krzyczy, bez wyraźnej przyczyny, co dla rodziców jest niewytłumaczalne i niezrozumiałe. Wystarczy, że znajdzie się w nowym miejscu, wśród nieznanych mu ludzi, pojawi się nowa zabawka, zmienimy drogę na plac zabaw… Często jest również zupełnie obojętne na jakiekolwiek zmiany, jest całkowicie bierne. Wiele dzieci wykazuje skłonność do powtarzania czynności i zachowań: całymi godzinami oglądają tą samą bajkę lub reklamy, kręcą się w kółko. Bardzo rzadko się bawią. U chorych dzieci najczęściej nie rozwija się mowa i to najczęściej skłania rodziców do szukania pomocy u specjalistów.

Czytaj więcej...

Wspieraj nas na Allegro

Kup i pomóż chorym dzieciom

 

Fundacja posiada status

Organizacji Pożytku Publicznego

Fundacja Na Rzecz Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym „Nowa Nadzieja” powstała w 2008 jako efekt wysiłku grupy rodziców chorych dzieci. Od września 2009 r. Fundacja posiada status Organizacji Pożytku Publicznego.

KRS 0000321541

Infolinia do Fundacji

Godziny działania infolinii:

  • Poniedziałek: 13.30-18.00
  • Wtorek: 9.00-15.00
  • Środa: 9.00-15.00
  • Czwartek: 9.00-15.00
  • Piątek: 9.00-15.00


Wspierają nas:

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.